Matka

9 thoughts on “Matka”

  1. Mysle, ze mialam jeszcze gorsza relacje, gdyz moj ojciec byl agresywny czesto w stosunku do mamy, wiec odejscie od niej oznaczaloby, ze ja zostawilam na jego pastwe i jak jej sie cos stanie bede winna. Jak wyjechalam za granice (do kraju “matczystego” bo ona uczyla jezyka tego kraju i to jest dla mnie takie “dziedzictwo”) czesto do mnie dzwonila, potem okazalo sie, ze ma raka, zmarla 6 m-cy po diagnozie (ojciec 6 lat po niej). Przez wiele lat mialam poczucie winy, ze jej nie uratowalam. Kiedys w ksiegarni znalazlam ksiazke o fuzji z matka i zrozumialam, ze w moim przypadku tak wlasnie bylo, a myslalam, ze po prostu ja bronie bo jest ofiara, a ojciec agresorem, wiec to oczywiste. Ale jak sie okazalo to nie bylo takie oczywiste. Potem zrozumialam, ze ta nieswiadoma “fuzja” z matka ma wplyw na moje relacje i ze przyciagam roznych “maminsynkow” (czyli syneczkow mamusi), wtedy niby jestesmy razem, ale tylko pozornie bo kazdy jest w zwiazku (oczywiscie nieswiadomym) ze swoja mamusia (zyjaca lub nie, kazdy z nich mial syndrom “nieobecnego ojca”). Kiedys poszlam na konstelacje rodzinne (Hellingera), bo chcialam zrozumiec, gdzie jest blad. Byla osoba, ktora reprezentowala mame, szla, ale sie chwiala tak jakby zaraz miala upasc, a ja szlam za nia. Konstelatorka powiedziala “odsun sie od niej”, powiedzialam ” no nie moge, bo ona sie przewroci”. To bylo 8 lat po smieci mamy, a ja nadal jej “pilnowalam”. Wtedy sie wscieklam, odmowilam zblizenia do mamy i objecia jej, zeby potem sie oddalic, po prostu nie umialam, mialam wrazenie, ze jej jest i tak za duzo i dlatego nie ma miejsca dla innych. Schowalam zdjecia do albumow, zrobilam tzw “akt psychomagiczy”, postawilam jej zdjecie, a przed jej zdjeciem miod akacjowy (co mialo byc pocieszeniem dla niej, poslodzeniem jej zycia beze mnie), to bylo po tym jak mi sie przysnilo, ze jest gruba bo ja opuscilam. Miejsce zrobilo sie wolne i wskoczyl w nie nowy” maminsynek”, ktory chcial byc w relacji “kochaj mnie bezwarunkowo, nic nie wymagaj, a ja bede robic co chce”. Wtedy dostalam takiego szalu, ze wyrzucilam go z mojego zycia (ciezko bylo, cierpialam prawie 2 lata), wozeczek (psychiczny, symboliczny) rozbilam w drobny mak, zeby nikt juz nie mogl wsiasc i liczyc na moja opieke. Na poczatku, bylam zaszokowana swoja zloscia i swoja agresja, z pol roku conajmniej. Na innej konstelacji, zrozumialam, ze ja tak na prawde nigdy nie szukalam faceta dla siebie. Mama przed moim urodzeniem poronila, mial byc chlopiec, byla w skrajnej depresji, potem “na pocieszenie” urodzilam sie ja, najpierw chcialam byc jej bialym rycerzem, a potem co? Nieswiadomie wiedzialam, ze jak uda mi sie oddac mamie tego straconego chlopca, czyli cofnac traume jej zycia, to wszystko sie zmieni, wiec szukalam w moich facetach tego chlopca. Dopiero niedawno, musialam przejsc zalobe po tym “chlopcu”, ze jego nie ma, nie zyje i zaden moj facet go nie zastapi, zeby mame pocieszyc. Przepracowalam to wszystko, na razie jestem sama, ale staram sie zyc dla siebie, spotkanie nowego faceta na pewno bedzie testem, czy juz jest “nowa jakosc”… Mysle, ze teraz nie ma juz szans do powrotu do starych schematow po tym co sie stalo, ale to byly niesamowite odkrycia! Na dodatek, (wielki absurd !) dowiedzialam sie, ze moja mlodsza siostra zawsze byla zazdrosna o relacje, ktora mialam z matka, bo ona sie czula porzucona. Ma swoja rodzine od lat, ja nie, ja dopiero kilka lat temu zrozmialam o co chodzilo w tym wszystkim. Mama tez byla narcyzka, ale taka zrozpaczona narcyzka, mam nadzieje, ze to juz jest tylko historia…

    Liked by 1 person

    1. Bardzo poruszająca historia. Dziękuję, że się dzielisz. Niesamowite są te nasze kobiece historie, każda inna, a jednak podobne. Życzę Ci cudownej i miłosnej relacji ze sobą. Jesteś odważną i dzielną kobietą. Gratuluję!

      Like

      1. Dziekuje, Tobie rowniez tego zycze 🙂 Moze za duzo napisalam, ale jakos po przeczytaniu twojego tekstu mialam taki “regres”, ze znowu zobaczylam przed oczami ta historie. Nie chcialam mowic czyja historia jest gorsza czy trudniejsza, ale wlasnie najtrudniejsza jest taka matka “ambiwalentna”, od ktorej ciezko jest sie uwolnic. To bardzo trudne kiedy dzieci musza sie czuc odpowiedzialne za rodzicow, a wlasnie tak czesto jest. Wydaje mi sie, ze od matki, ktora twardo stoi na nogach moze latwiej jest odejsc… Nie wiem… Pozdrawiam 🙂

        Liked by 1 person

      2. Myślę, że dla każdej z nas jej historia jest trudna, bo jesteśmy w niej i mierzymy się, próbujemy ratować siebie i pozostać sobą. Dysfunkcyjna matka budzi w córce nadmierną odpowiedzialność. Wręcz wymusza zamianę ról, matka staje się córką i odwrotnie. Wiele córek nie potrafi wyrwać się z tego zamkniętego koła i do końca pełni rolę rodzica. Piszę blog aby pomóc, aby pokazać, że jest nas wiele. I chcę pokazać, że możemy wrócić do siebie, możemy ponownie stać się sobą i żyć swoim życiem. Twoja historia to pokazuje. Odwagi Maga i miłości. Jesteś wspaniała. Podziwiam!

        Like

  2. Kochana, opisujesz relacje mojej mamy z jej mamą, a moją babcią. Ja natomiast jestem już tą córką, która od jakiegoś czasu (to bardzo nowa sytuacja- od około roku) otrzymuje od swojej matki całkowitą akceptacje i niesamowite wsparcie.
    Moja mama żyła ze swoją mama w dokładnie takiej samej relacji- zależności, sidłach, burzach, kłótniach, strachu a przede wszystkim braku akceptacji. Przez ponad 44 lat… W tym czasie urodziła mnie i przekazywała to, co babcia dała jej. Ja też nie byłam nigdy wystarczająco dobra, zawsze niewdzięczna. A później TRACH! coś się stało. Moja mama po czterdziestu czterech latach zaakceptowała siebie i dała sobie samej miłość, i ja też właśnie wtedy odczułam miłość jej do mnie. Wtedy też zobaczyłam jakimi strasznymi emocjami otacza moją mamę babcia. Babcia, która wmawiała mi, że moja mama jest taka niewdzięczna, jest taka niepoważna, jest taką OKROPNĄ MATKĄ. Jeszcze wtedy straszliwie wierzyłam w to i współczułam kochanej babci, tym samym nie mogąc znieść widoku mojej własnej, jedynej, prawdziwej matki.
    Kochana- jestem córką mamy, która przeżyła to co Ty. W moim życiu być może nie zmieniłoby się nadal nic, gdyby nie to, że moja mama zaakceptowała samą siebie i pokochała siebie, a tym samym dała mi nieopisaną miłość. Jestem jej wdzięczna za to, że otoczyła siebie samą tą miłością, a teraz uczy tego mnie. Nie da się opisać tego jak wspaniale teraz potrafimy się zrozumieć, często mimo różnych zdań- nie ma kłótni, złości i nerwów, jest uśmiech i spokojna rozmowa. Kilka lat wcześniej byłam córką nieakceptowaną i złą, a teraz jestem córką kochaną. To niesamowite. A babcia? Patrzy na to z boku i nie rozumie co się dzieje.
    Dziękuję za to, że tu jesteś z nami Wilczyco i piszesz. Wiedz, że jest już pokolenie, które dostaje bezwarunkową miłość i akceptację od swoich mam, które odważyły się stanąć za sobą:)
    Przytulam Cię,
    A.

    Liked by 1 person

    1. Dziękuję A. łzy płyną mi po policzkach. Cieszę się i gratuluję takiego przełomu w życiu i przełamania dynamiki rodu w Twojej rodzinie. Ściskam Was obie odważne kobiety. Dziękuję, że napisałaś.

      Like

  3. Ja też zawsze wiedziałam, ze chce coś pisać, były przepisy, to nie to; recenzje książek i zabawę, to nie to. Dopiero teraz wiem, ze pisanie i życiu, o rozwoju, zmianie to to.

    U mnie dokładnie jak u Ciebie rewolucja zaczęła się po urodzeniu dzieci.

    Masz dużo odwagi, żeby się dzielić swoją historią. Ja narazie piszę i tym co mnie boli ale pośrednio.

    Czuję, ze jak zrobię porządek to będę gotowa na opowiedzenie swojej historii.

    Pozdrawiam!

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s